Znamy komplet nazwisk na finał Drużynowego Pucharu Świata, który w sobotę 29 sierpnia odbędzie się na PGE Narodowym w Warszawie. Selekcjoner Stanisław Chomski postawił na Bartosza Zmarzlika, Macieja Janowskiego, Dominika Kuberę i Patryka Dudka, a numer piąty, czyli miejsce rezerwowego, przypadł Kacprowi Worynie. Biało-Czerwoni bronią tytułu wywalczonego w 2023 roku i po raz pierwszy zrobią to pod zamkniętym dachem stadionu w stolicy.
Zgodnie z regulaminem ostateczne, pięcioosobowe składy trafiają do organizatora na kilka dni przed zawodami, dlatego dopiero teraz obraz turnieju jest kompletny. Oprócz gospodarzy o złoto powalczą Wielka Brytania, Dania i Australia, a stawkę uzupełnia jedna zmiana, której przed ogłoszeniem list nie zakładała większość obserwatorów.
Co dokładnie ogłoszono
Według komunikatu organizatorów i zgodnych doniesień polskich serwisów żużlowych, cztery reprezentacje przekazały nazwiska czterech zawodników podstawowych oraz jednego rezerwowego. Wcześniej federacje zgłaszały szerokie, dziesięcioosobowe kadry, z których menedżerowie mieli wybrać finalną piątkę. To właśnie ten etap zamknął się w poniedziałek 24 sierpnia, na kilka dni przed startem zawodów.
Polska pojedzie w czerwonych kaskach jako gospodarz, Wielka Brytania w niebieskich, Dania w białych, a Australia w żółtych. Przydział kolorów jest o tyle istotny, że w żużlu przekłada się bezpośrednio na numery startowe w poszczególnych biegach, a więc na to, kto z kim i z którego pola rusza spod taśmy.
Kluczowe fakty: kto pojedzie w Warszawie
| Reprezentacja | Kaski | Skład (1, 2, 3, 4, rezerwowy) | Menedżer |
|---|---|---|---|
| Polska | czerwone | Bartosz Zmarzlik (kapitan), Maciej Janowski, Dominik Kubera, Patryk Dudek, Kacper Woryna | Stanisław Chomski |
| Wielka Brytania | niebieskie | Robert Lambert (kapitan), Charles Wright, Adam Ellis, Leon Flint, Tom Brennan | Oliver Allen |
| Dania | białe | Mikkel Michelsen, Leon Madsen, Michael Jepsen Jensen (kapitan), Anders Thomsen, Frederik Jakobsen | Nicki Pedersen |
| Australia | żółte | Ryan Douglas, Brady Kurtz (kapitan), Jason Doyle, Max Fricke, Rohan Tungate | Mark Lemon |
Po stronie polskiej sztabu obok Chomskiego wymieniany jest Dariusz Cieślak. Skład Biało-Czerwonych nie zaskakuje: to czterech zawodników z najwyższą stabilizacją formy w tym sezonie plus rezerwowy, który wiosną i latem wygrywał rywalizację o czołowe pozycje w krajowych zawodach indywidualnych.
Polska: wybór bez fajerwerków, za to bez ryzyka
Chomski zdecydował się na rozwiązanie przewidywalne, ale trudne do podważenia. Zmarzlik jest kapitanem i punktem odniesienia dla całej kadry, Janowski dołożył w tym sezonie kolejny mocny argument w postaci krajowego złota, Kubera od miesięcy jeździ równo w lidze, a Dudek wrócił do dyspozycji po sierpniowej kraksie. O sile ławki najlepiej świadczy to, kto się w piątce nie zmieścił: w szerokiej kadrze byli między innymi Wiktor Przyjemski, Mateusz Cierniak, Szymon Woźniak oraz obaj bracia Pawliccy.
Nowy selekcjoner od początku nie ukrywał, na kim buduje drużynę. „Zmarzlik to filar kadry i tu nawet nie trzeba większego komentarza. Przemawiają za nim osiągnięcia i stabilizacja na takim bardzo wysokim poziomie”, mówił Chomski, tłumacząc pierwsze powołanie do reprezentacji w tym cyklu.
Rola Woryny wymaga osobnego komentarza. Numer piąty w nowym regulaminie nie jest ozdobnikiem ani zawodnikiem „na wszelki wypadek”, tylko realnym narzędziem taktycznym, po które menedżer sięga w konkretnym momencie meczu. O tym, jak działa ten mechanizm, piszemy niżej. Warto pamiętać, że Woryna przez większość finału krajowych mistrzostw prowadził w klasyfikacji, co pokazuje, że rezerwa Polski to nie jest zapchajdziura, a pełnoprawny kandydat do punktowania. Szerzej o tamtej rywalizacji pisaliśmy w relacji z finału indywidualnych mistrzostw Polski.
Rywale: trzy różne pomysły na finał
Wielka Brytania
Brytyjczycy przyjadą do Warszawy jako zwycięzcy pierwszego półfinału i z kadrą zbudowaną wokół Roberta Lamberta. Za jego plecami ustawili się Charles Wright, Adam Ellis, Leon Flint oraz Tom Brennan. Największą nieobecnością jest Dan Bewley, który znalazł się w szerokiej kadrze, ale nie zmieścił się w finałowej piątce po długiej przerwie spowodowanej urazem odniesionym w rozgrywkach duńskich. Bez niego brytyjska ekipa traci najbardziej wybuchowego zawodnika na starcie, a ciężar punktowania spada niemal w całości na kapitana.
Dania
Duńczycy wygrali drugi półfinał i mają skład, który na papierze wygląda najbardziej równo z całej stawki. Mikkel Michelsen, Leon Madsen, Michael Jepsen Jensen w roli kapitana oraz Anders Thomsen to czwórka bez wyraźnego słabego punktu, a rezerwowym jest Frederik Jakobsen. Menedżerem reprezentacji pozostaje Nicki Pedersen, trzykrotny indywidualny mistrz świata, który w tej roli konsekwentnie stawia na agresywne ustawianie zawodników w biegach nominowanych.
Australia
To właśnie w australijskim składzie kryje się jedyna prawdziwa niespodzianka finałowych list. Mark Lemon powołał Ryana Douglasa, Brady’ego Kurtza jako kapitana, Jasona Doyle’a, Maksa Fricke oraz Rohana Tungate’a. Zabrakło miejsca dla Bena Cooka, który w tym sezonie w PGE Ekstralidze notował wyraźnie lepsze wyniki niż Tungate, a poza kadrą znalazł się też kontuzjowany Jack Holder. Wybór Lemona serwisy żużlowe skomentowały jako decyzję opartą na doświadczeniu turniejowym, a nie na bieżącej średniej biegopunktowej.
Jak działa nowy format Drużynowego Pucharu Świata
Reaktywowany cykl różni się od tego, co kibice pamiętają z poprzednich odsłon rozgrywek drużynowych. Najważniejsze zasady na sezon 2026 wyglądają następująco:
- Drużyna to czterech zawodników podstawowych oraz jeden rezerwowy z numerem piątym.
- Rezerwę taktyczną można wprowadzić dopiero wtedy, gdy zespół przegrywa różnicą co najmniej sześciu punktów.
- Rezerwy taktycznej nie wolno użyć w biegach nominowanych, czyli od 17 do 20.
- Nie wraca zasada jokera znana z wcześniejszych edycji; menedżerowie dysponują wyłącznie klasyczną rezerwą taktyczną.
- Aby zawody zostały uznane za rozstrzygnięte, musi odbyć się co najmniej dwanaście wyścigów.
- Szerokie, dziesięcioosobowe kadry federacje zgłaszają na około trzy tygodnie przed turniejem, a finałowe piątki na kilka dni przed startem.
Praktyczny wniosek jest taki, że menedżerowie mają mniej narzędzi do odrabiania strat niż w formacie z jokerem. Zespół, który zgubi punkty w pierwszej połowie turnieju, nie odbuduje wyniku jednym ruchem, tylko musi konsekwentnie wygrywać biegi. Ogranicza to loterię i premiuje drużynę z najbardziej wyrównanym składem, a nie tę z jedną gwiazdą i trzema uzupełnieniami.
Droga do Warszawy: kto odpadł po drodze
W edycji 2026 do rywalizacji przystąpiło dziesięć reprezentacji: Polska, Australia, Niemcy, Łotwa, Dania, Szwecja, Wielka Brytania, Czechy, Ukraina oraz Norwegia. Nowy regulamin skrócił drabinkę do dwóch półfinałów i finału, bez rundy barażowej, dlatego awans zapewniali sobie wyłącznie zwycięzcy turniejów kwalifikacyjnych.
| Etap | Data | Miejsce | Wynik |
|---|---|---|---|
| Półfinał 1 | 1 maja 2026 | Landshut, Niemcy | Wielka Brytania 39, Czechy 30, Niemcy 30, Ukraina |
| Półfinał 2 | 7 sierpnia 2026 | Ryga, Łotwa | Dania 40, Łotwa 32, Szwecja 32, Norwegia |
| Finał | 29 sierpnia 2026 | PGE Narodowy, Warszawa | Polska, Wielka Brytania, Dania, Australia |
Polska i Australia weszły do turnieju z pominięciem eliminacji. Biało-Czerwoni jako gospodarz i obrońca tytułu wywalczonego w 2023 roku we Wrocławiu, a Australijczycy jako triumfatorzy Speedway of Nations z 2025 roku. Co ciekawe, w finale 2023 roku Polacy pokonali dokładnie ten sam zestaw rywali, co teraz, więc warszawska obsada jest powtórką sprzed trzech lat.
Historia rozgrywek i bilans Biało-Czerwonych
Drużynowy Puchar Świata to najstarsza formuła rywalizacji reprezentacji na żużlu, rozgrywana od 1960 roku, przez lata pod nazwą Drużynowych Mistrzostw Świata. Polacy zaliczają się do najbardziej utytułowanych nacji w tej konkurencji, a według zapowiedzi organizatorów w Warszawie powalczą o dziesiąty tytuł drużynowego mistrza świata. Ostatni raz stanęli na najwyższym stopniu podium w 2023 roku we Wrocławiu, po czym cykl przeszedł reorganizację i ustąpił miejsca formule Speedway of Nations, w której obowiązywały pary zawodników zamiast pełnych czteroosobowych drużyn.
Powrót do klasycznego układu z czterema zawodnikami w składzie ma dla polskiego kibica konkretne znaczenie. W formacie parowym o wyniku decydowała przede wszystkim dyspozycja lidera, a szeroka ławka nie dawała przewagi. Teraz jest odwrotnie: liczy się głębia kadry, a Polska pod tym względem od lat nie ma sobie równych, bo do reprezentacji nie zmieścili się zawodnicy, którzy w wielu innych krajach jeździliby z numerem jeden.
Co to znaczy dla polskiego żużla
Finał Drużynowego Pucharu Świata na PGE Narodowym to pierwszy taki przypadek w historii tego obiektu. Stadion gościł już rundy indywidualnego cyklu Grand Prix, ale drużynowy mundial pod dachem w Warszawie jeszcze się nie odbył. Dla organizatorów to test skali: obiekt z ponad pięćdziesięcioma tysiącami miejsc trzeba zapełnić zawodami, które w Polsce mają wierną publiczność, lecz w formule drużynowej wracają po przerwie i muszą na nowo zbudować rangę.
Stawka jest też wizerunkowa. Polska liga pozostaje najsilniejszymi rozgrywkami klubowymi na świecie, a wszyscy finaliści z Warszawy jeżdżą na co dzień w PGE Ekstralidze albo w niższych klasach polskich rozgrywek. Turniej reprezentacyjny w takim otoczeniu jest naturalnym przedłużeniem sezonu ligowego, a nie osobnym bytem. Jeżeli frekwencja i oglądalność dowiozą wynik, argument za utrzymaniem finałów DPŚ w Polsce w kolejnych latach będzie trudny do podważenia.
Kalendarzowo turniej wypada w wyjątkowo gorącym momencie. Runda zasadnicza PGE Ekstraligi właśnie się zakończyła, kluby wchodzą w fazę play-off i play-down, a zawodnicy z warszawskiej obsady w kolejnych tygodniach będą jeździć o ligowe stawki u siebie. Przy tak zagęszczonym terminarzu ryzyko urazu i zmęczenia materiału jest realne, o czym najlepiej przypomina sierpniowy epizod Patryka Dudka, opisany w tekście o jego kraksie i szczęśliwym braku złamań.
Reakcje i nastroje przed turniejem
Kapitan reprezentacji nie ukrywa, że traktuje warszawski finał jako punkt kulminacyjny sezonu. „To będzie niezwykłe wydarzenie”, mówił Zmarzlik, dodając, że cieszy go rozegranie finału w Warszawie i że liczy na komplet publiczności. Sześciokrotny indywidualny mistrz świata od miesięcy stawia ten start wyżej niż większość pozostałych obowiązków w kalendarzu.
Sztab szkoleniowy mówi jednym głosem: celem jest wyłącznie zwycięstwo i obrona tytułu. To deklaracja odważna, bo Dania po wygranym półfinale w Rydze przyjedzie z kompletem czołowych nazwisk, a Australia dysponuje zawodnikami, którzy w polskiej lidze regularnie punktują dwucyfrowo. Papierowe przewagi w żużlu drużynowym bywają zresztą złudne: o wyniku decydują starty, ustawienie toru i decyzje menedżerów w biegach nominowanych.
W środowisku najgłośniej komentowane są dwie decyzje. Pierwsza to rezygnacja Marka Lemona z Bena Cooka, druga to brak Dana Bewleya w brytyjskiej piątce. Obie oznaczają, że rywale Polski wyjadą na tor w składach nieco słabszych, niż mogliby wystawić w optymalnym scenariuszu, co zwiększa szanse gospodarzy, ale też podnosi ciśnienie oczekiwań.
Na kogo patrzeć w poszczególnych składach
W obsadzie warszawskiego finału jest kilku zawodników, których pojedynki mogą przesądzić o kolejności na podium. Zmarzlik pozostaje punktem odniesienia dla całej stawki, ale to Lambert i Michelsen najczęściej wymieniani są jako rywale zdolni wygrać z nim bieg z pola numer jeden. Madsen ma w tym sezonie jedne z najlepszych startów w całej lidze, a Kurtz i Fricke to zawodnicy, którzy w polskich rozgrywkach potrafią jechać wysoko z dalszych pól.
Po polskiej stronie kluczowa może okazać się dyspozycja Kubery i Dudka, czyli zawodników z numerami trzy i cztery. W drużynowej rywalizacji o cztery reprezentacje różnicę robią zwykle nie zwycięstwa lidera, tylko punkty zdobywane na drugim i trzecim miejscu przez resztę składu. Jeżeli obaj będą regularnie odbierać rywalom po jednym punkcie w biegu, Polska zyska margines, którego ograniczona rezerwa taktyczna nie pozwoli rywalom łatwo odrobić.
Co dalej: kalendarz i praktyczne informacje
- Data i miejsce: sobota 29 sierpnia 2026, PGE Narodowy w Warszawie.
- Godzina startu: według zapowiedzi organizatora zawody ruszają o 19:00.
- Obsada: Polska, Wielka Brytania, Dania, Australia, łącznie 16 zawodników podstawowych i czterech rezerwowych.
- Transmisja: płatne kanały Eurosportu oraz Player, a dodatkowo pokazy na dużym ekranie w wybranych kinach sieci Helios.
- Bilety: sprzedaż prowadzą serwisy KupBilet.pl oraz eBilet.pl; według informacji organizatora najtańsze pule zaczynały się od około 69 zł, a najdroższe kategorie sięgały 259 zł, poza pakietami premium.
Dla kibiców planujących wyjazd istotna jest jeszcze jedna rzecz: tor na PGE Narodowym powstaje na płycie stadionu od zera, a jego charakterystyka bywa inna niż na obiektach ligowych. Nawierzchnia budowana pod jedne zawody zwykle premiuje zawodników czysto wychodzących spod taśmy i utrudnia mijanie w dalszej fazie wyścigu, co dodatkowo podnosi wagę startu.
Bezpośrednio po finale uwaga polskiego żużla wróci do rozgrywek klubowych i do rywalizacji młodzieżowej, w której reprezentacja Polski w tym sezonie także walczyła o medale, o czym pisaliśmy przy okazji finału Drużynowych Mistrzostw Europy U24 w Grudziądzu. Sobotni turniej zamyka natomiast reprezentacyjną część kalendarza w najbardziej prestiżowej odsłonie.
FAQ
Kiedy i gdzie odbędzie się finał Drużynowego Pucharu Świata 2026?
W sobotę 29 sierpnia 2026 roku na PGE Narodowym w Warszawie. Według zapowiedzi organizatora zawody rozpoczną się o godzinie 19:00.
Jaki jest skład reprezentacji Polski na finał DPŚ?
Selekcjoner Stanisław Chomski wybrał Bartosza Zmarzlika (kapitan), Macieja Janowskiego, Dominika Kuberę i Patryka Dudka, a rezerwowym z numerem piątym jest Kacper Woryna.
Kto rywalizuje z Polską w finale?
Wielka Brytania jako zwycięzca półfinału w Landshut, Dania jako zwycięzca półfinału w Rydze oraz Australia, która wystartuje z prawem obrońcy tytułu Speedway of Nations z 2025 roku.
Na czym polega zmiana w regulaminie na sezon 2026?
Drużyna liczy czterech zawodników i jednego rezerwowego, nie ma zasady jokera, a rezerwę taktyczną można wprowadzić tylko przy stracie co najmniej sześciu punktów i nie wolno jej użyć w biegach nominowanych od 17 do 20.
Gdzie obejrzeć transmisję z finału DPŚ w Warszawie?
Zawody pokażą płatne kanały Eurosportu oraz platforma Player, a wybrane kina sieci Helios zapowiedziały pokazy turnieju na dużym ekranie.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis