Kimi Antonelli zrobił to znowu. W miniony weekend na Silverstone 19-letni kierowca Mercedesa wygrał sprint, ograł Lewisa Hamiltona przed jego własną publicznością i jeszcze mocniej odjechał w mistrzostwach świata. Brytyjskie trybuny przyszły po bajkę o siedmiokrotnym mistrzu, a wyszły z toru, oglądając kolejny popis nastolatka, który tego sezonu po prostu nie zwalnia.
To nie było zwycięstwo z tych szczęśliwych. Hamilton ruszał z pierwszego pola i przez kilka okrążeń trzymał prowadzenie, ale Antonelli od startu wisiał mu na tylnym skrzydle. Czekał, mierzył dystans, a na ósmym okrążeniu wbił się do środka i wyszedł na czoło. Potem była już tylko kontrola. Włoch dowiózł zwycięstwo z przewagą 2,745 sekundy, a podium uzupełnił Lando Norris. Cisza, jaka zapadła na trybunach w chwili tego wyprzedzenia, mówiła wszystko.
Nastolatek, który nie umie przegrywać
Sprint w Silverstone to jego pierwsza wygrana w tym krótkim formacie, ale wcześniej w sezonie Antonelli zdążył już nakręcić serię pięciu zwycięstw w Grand Prix z rzędu. Pięć. Z rzędu. W wieku 19 lat. Takiego tempa u debiutanta w F1 nie widzieliśmy od bardzo dawna. To sytuacja, w której nowicjusz dyktuje tempo najlepszym kierowcom świata, a nie odwrotnie.
Najbardziej imponuje spokój. Żadnej szarpaniny, żadnych desperackich ruchów na granicy ryzyka. Chłopak czeka na swoje okno, robi jedno czyste wyprzedzenie i odjeżdża w siną dal. Hamilton, człowiek z siedmioma tytułami i rekordami w niemal każdej rubryce, w ostatnich bezpośrednich starciach nie miał na to żadnej recepty.
Po sprincie sędziowie mieli jeszcze pełne ręce roboty, bo kilka incydentów z pola trafiło pod lupę, ale nic nie odebrało Antonellemu jego dnia. Zwycięstwo było czyste i nie do podważenia.
Antonelli, nowy lider F1
Antonelli prowadzi w klasyfikacji kierowców i robi to zdecydowanie. Po sprincie jego przewaga nad kolegą z garażu Georgem Russellem urosła do 43 punktów. Zaraz za Russellem siedzi Hamilton, któremu do drugiego miejsca brakuje raptem czterech oczek, więc walka o wicelidera zapowiada się gorąca.
Najważniejsze liczby po weekendzie w jednym miejscu:
- Antonelli: lider klasyfikacji, 43 punkty przewagi nad drugim Mercedesem.
- Russell: drugi, ale z Hamiltonem tuż na plecach.
- Hamilton: cztery punkty za Russellem, wściekły apetyt na rewanż.
- Piastri i Norris: McLaren w środku czołówki, piąty i szósty.
- Verstappen: dopiero siódmy, sezon do zapomnienia.
Pełną, aktualizowaną na bieżąco tabelę znajdziecie w oficjalnych wynikach F1, ale kierunek jest jasny już teraz.
Mercedes dyktuje warunki, Verstappen ugrzązł
Wśród konstruktorów jest jeszcze bardziej jednostronnie. Mercedes uzbierał 302 punkty i siedem wygranych wyścigów, a nad Ferrari ma już 98 punktów zapasu. Srebrne strzały nie tyle prowadzą, co ustawiają całą stawkę pod siebie. Siedem zwycięstw w sezonie w wykonaniu jednej ekipy to wynik, który reszcie garaży spędza sen z powiek.
Na drugim biegunie tego samego sezonu tkwi Max Verstappen. Czterokrotny mistrz świata utknął na siódmej pozycji i wygląda, jakby ścigał się w innej serii niż czołówka. Dla kibiców, którzy jeszcze niedawno oglądali jego pełną dominację, to obrazek trudny do przełknięcia.
Sezon, który pachnie historią
Zbierzmy to do kupy. Debiutant, 19 lat, seria pięciu wygranych z rzędu, pierwszy triumf w sprincie i prowadzenie w obu klasyfikacjach. W szczycie sezonu jego przewaga w tabeli kierowców dochodziła nawet do 66 punktów. To nie jest już obiecujący talent, to kierowca, który realnie zmierza po tytuł mistrza świata w pierwszym pełnym sezonie.
Kibicom ze starszym stażem od razu włącza się porównywarka. Debiuty Hamiltona, Verstappena czy Alonso robiły wrażenie, ale żaden z nich nie budował przewagi w takim tempie. Antonelli nie tylko wygrywa, on robi to z chłodem weterana, i właśnie ten kontrast między metryką a spokojem za kierownicą robi tu największe wrażenie.
W niedzielę rusza z pierwszego pola
I to nie koniec dobrych wiadomości dla Mercedesa. Antonelli wykręcił pole position także do niedzielnego wyścigu głównego, w kwalifikacjach zostawiając za sobą Charlesa Leclerca i Hamiltona. Jeśli utrzyma prowadzenie na starcie, Silverstone może zamienić się w kolejny rozdział jego wymarzonego sezonu.
Ferrari gra jednak w dłuższą grę. Leclerc dopiął w czerwcu nowy kontrakt z ekipą z Maranello, więc czerwoni budują projekt na lata, a nie na jeden weekend. Pytanie tylko, czy ktokolwiek w tej stawce zdąży wymyślić, jak zatrzymać nastolatka, zanim ten zamknie temat mistrzostwa.
Jedno jest pewne: F1 dostała nową gwiazdę, i to szybciej, niż ktokolwiek zakładał. Najnowszy weekend w Silverstone tylko podkreślił skalę zjawiska. Reszta czołówki ma coraz mniej czasu, żeby znaleźć sposób na Antonellego, bo póki co on odpowiedzi na siebie nie ma.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis