W sobotę 26 września na toruńskiej Motoarenie rozstrzyga się sezon żużlowego Speedway Grand Prix, a stawką jest tytuł, jakiego nie ma nikt w historii tego sportu. Do ostatniej rundy przystępuje trzech zawodników z realną szansą na złoto: Robert Lambert ze 142 punktami, Bartosz Zmarzlik ze 141 oraz Brady Kurtz ze 139. Polak jedzie po siódme indywidualne mistrzostwo świata, które wyrwałoby go z remisu z Ivanem Maugerem i Tonym Rickardssonem.
Trzy punkty przed ostatnią rundą, czyli najciaśniejsza końcówka w historii cyklu
Klasyfikacja generalna Grand Prix 2026 przed Toruniem wygląda tak, jak marzy o tym każdy organizator. Lambert prowadzi, ale jego przewaga nad obrońcą tytułu wynosi jeden punkt, a nad trzecim w tabeli Australijczykiem trzy punkty. Według zapowiedzi Eurosportu, który transmituje cykl w Polsce, w trzydziestu dwóch sezonach historii Speedway Grand Prix różnica między liderem a trzecim zawodnikiem przed finałową rundą nigdy nie była tak mała.
Praktyczny skutek jest prosty: żaden z trzech kandydatów nie może jechać na matematykę i liczyć punktów rywali na tablicy. Każdy bieg zasadniczy, każda faza półfinałowa i każdy wybór pola startowego przenoszą się bezpośrednio na kolejność na podium sezonu. Reszta stawki jest już poza zasięgiem złota, bo czwarty zawodnik klasyfikacji ma do lidera ponad trzydzieści pięć punktów straty, czyli więcej, niż da się odrobić w jednym turnieju.
| Miejsce | Zawodnik | Punkty | Strata do lidera |
|---|---|---|---|
| 1 | Robert Lambert (Wielka Brytania) | 142 | lider |
| 2 | Bartosz Zmarzlik (Polska) | 141 | 1 |
| 3 | Brady Kurtz (Australia) | 139 | 3 |
Warto zwrócić uwagę na jeszcze jeden element tej układanki. Zmarzlik przyjeżdża do Torunia po rundzie w Vojens, w której stracił prowadzenie w cyklu, bo deszczowe GP Danii wygrał właśnie Lambert. Szczegółowo opisywaliśmy ten turniej w relacji Lambert wygrywa deszczowe GP Danii, po którym złoty plastron lidera zmienił właściciela na dwa tygodnie przed finałem.
Harmonogram i transmisja: sprint o 14:00, turniej o 19:00
Dzień w Toruniu jest podzielony na dwie części. Po południu odbywa się blok kwalifikacyjny zakończony sprintem, a wieczorem rusza właściwy turniej Grand Prix Polski. Według informacji podawanych przez serwisy transmisyjne studio przedmeczowe startuje o 18:30, a pierwszy bieg zasadniczy planowany jest na 19:00.
| Element | Godzina | Uwagi |
|---|---|---|
| Kwalifikacje i sprint | 14:00 | Blok popołudniowy przed turniejem głównym |
| Studio przed turniejem | 18:30 | Zapowiedź i analizy przed pierwszym biegiem |
| Grand Prix Polski, turniej zasadniczy | 19:00 | Motoarena, Toruń, finałowa runda sezonu |
| Transmisja | od 18:30 | Eurosport 3, HBO Max, Player |
Dla kibiców z Polski to układ komfortowy: sobotni wieczór, polski tor i polski kandydat na mistrza świata. Dla samych zawodników oznacza to jednak długi dzień na stadionie, z popołudniowym blokiem, przerwą i powrotem na tor po kilku godzinach, gdy nawierzchnia jest już w innym stanie niż podczas kwalifikacji.
Sprint kwalifikacyjny może przestawić kolejność jeszcze przed pierwszym biegiem
Nowy element formatu ma w tym sezonie realne znaczenie właśnie w takiej końcówce. Według relacji lokalnych mediów sportowych z Torunia sprint rozgrywany po południu przyznaje punkty do klasyfikacji za czołowe miejsca, odpowiednio 4, 3, 2 i 1. To niewiele w skali dziesięciu rund, ale przy różnicy jednego punktu między Lambertem a Zmarzlikiem taka premia potrafi odwrócić kolejność w tabeli jeszcze przed startem turnieju zasadniczego.
Innymi słowy: pierwsza realna okazja do przejęcia prowadzenia w cyklu pojawia się kilka godzin przed właściwymi biegami. Jeśli któryś z trzech kandydatów wygra sprint, a rywale zostaną poza czołówką, wieczorem będzie już jechał z inną zaliczką i inną presją.
Co musi się stać, żeby Zmarzlik został mistrzem
Arytmetyka jest czytelna, choć nie sprowadza się do jednego prostego warunku. Zmarzlik traci jeden punkt do Lamberta, więc musi zamknąć turniej z dorobkiem wyższym niż Brytyjczyk o co najmniej dwa punkty, żeby samodzielnie objąć prowadzenie. Kurtz potrzebuje odpowiednio większej różnicy, bo jego strata to trzy punkty. Wielkość premii zależy od tego, jak daleko każdy z nich dojedzie w turniejowej drabince, dlatego bezpośrednie pojedynki w biegach zasadniczych są tu ważniejsze niż pojedyncze zwycięstwa w seriach.
Regulamin przewiduje też scenariusz, którego cykl jeszcze nie widział. Jeśli po ostatniej rundzie dwóch lub więcej zawodników będzie miało identyczny dorobek w klasyfikacji generalnej, o tytuł rozstrzygnie dodatkowy bieg. Byłoby to pierwsze takie rozstrzygnięcie w historii Grand Prix, a przy obecnej różnicy punktów wariant dogrywki nie jest wcale teoretyczny.
Trzeba przy tym pamiętać o czymś, co w żużlu potrafi skasować każdą kalkulację: o defekcie, upadku i wykluczeniu. Jeden zerowy bieg w takiej końcówce waży więcej niż cała przewaga zbudowana przez pół sezonu, a wszyscy trzej kandydaci jadą w tym samym turnieju, często w tych samych seriach.
Tor pod lupą, bo w Toruniu wygra ten, kto znajdzie drugą linię
Najgłośniej dyskutowanym tematem przed sobotą nie jest forma zawodników, a stan nawierzchni. Jacek Frątczak, były menedżer i komentator, ostrzega w rozmowie z serwisem Interia, że kluczowe jest niedopuszczenie do nadmiernego podlania toru. „Absolutnie nie można dopuścić do przelania toru”, mówi Frątczak, tłumacząc, że zbyt mokra nawierzchnia zostawia jedną szybką ścieżkę i praktycznie eliminuje wyprzedzanie.
Według niego standardowe zabiegi stosowane na Motoarenie przy poprzednich turniejach Grand Prix zdawały egzamin. „Frezowanie nawierzchni zewnętrznej, bronowanie startu, to są rzeczy standardowe”, wskazuje Frątczak. Chodzi o to, żeby zewnętrzna część toru trzymała, bo dopiero wtedy zawodnik z trzeciego czy czwartego pola startowego ma czym walczyć.
Ten sam ekspert zwraca uwagę na mniej oczywisty detal dotyczący Polaka: zdaniem Frątczaka Zmarzlik nie trenował w tym roku na toruńskim torze, co w turnieju rozstrzyganym w detalach może być realnym mankamentem. Obrońca tytułu od sezonu 2023 reprezentuje Motor Lublin, więc Motoarena nie jest jego ligowym podwórkiem, choć zna ją z wcześniejszych startów w cyklu i w reprezentacji.
Nie bez znaczenia jest też atmosfera. Motoarena przy rozstrzyganym na żywo mistrzostwie świata i polskim kandydacie do rekordu będzie pracować na pełnych obrotach, a to działa w dwie strony: potrafi ponieść gospodarza serii i potrafi go usztywnić. Zmarzlik jeździł już przed polską publicznością w decydujących turniejach i zwykle wychodził z nich z tytułem, ale nigdy wcześniej nie jechał o coś, czego w tej dyscyplinie jeszcze nikt nie osiągnął.
Droga do finału: dziewięć rund, siedmiu różnych zwycięzców
Sezon 2026 był rozstrzelony jak rzadko. W dziewięciu rozegranych rundach zwyciężało siedmiu różnych zawodników, a żaden z kandydatów do złota nie zdołał zbudować przewagi większej niż kilka punktów. Zmarzlik wygrał dwie rundy, we Wrocławiu i w Rydze, Lambert również dwie, w Łodzi i w Vojens, a Kurtz jedną, w drugim turnieju w Manchesterze.
| Runda | Data | Miejsce | Zwycięzca |
|---|---|---|---|
| 1 | 2 maja | Landshut (Niemcy) | Kacper Woryna |
| 2 | 23 maja | Praga (Czechy) | Leon Madsen |
| 3 | 5 czerwca | Manchester (Wielka Brytania) | Max Fricke |
| 4 | 6 czerwca | Manchester (Wielka Brytania) | Brady Kurtz |
| 5 | 20 czerwca | Wrocław (Polska) | Bartosz Zmarzlik |
| 6 | 11 lipca | Målilla (Szwecja) | Anders Thomsen |
| 7 | 1 sierpnia | Łódź (Polska) | Robert Lambert |
| 8 | 8 sierpnia | Ryga (Łotwa) | Bartosz Zmarzlik |
| 9 | 12 września | Vojens (Dania) | Robert Lambert |
| 10 | 26 września | Toruń (Polska) | runda finałowa |
Rozkład zwycięstw pokazuje, dlaczego tabela jest tak ciasna. Punkty rozchodziły się szeroko, a Lambert i Zmarzlik nadrabiali przede wszystkim regularnością, nie serią triumfów. Brytyjczyk jedzie po pierwszy tytuł w karierze, Kurtz po pierwszy po zeszłorocznym wicemistrzostwie, a Polak po rekord, którego nie ma nikt.
Rywale Zmarzlika: Lambert po pierwszy tytuł, Kurtz po rewanż
Robert Lambert przyjeżdża do Torunia w najlepszym momencie kariery. Brytyjczyk wygrał dwie z trzech ostatnich rund cyklu, w Łodzi na początku sierpnia i w deszczowym Vojens we wrześniu, i to właśnie ta druga wygrana dała mu prowadzenie w klasyfikacji. Dla niego sobotni turniej to szansa na pierwszy indywidualny tytuł mistrza świata, o który Wielka Brytania czeka od dekad. Jego atutem jest jazda z zewnątrz, a to akurat cecha, która na Motoarenie zwykle popłaca, o ile nawierzchnia utrzyma drugą linię.
Brady Kurtz jest w tej trójce najmniej oczywistym kandydatem, ale też najbardziej głodnym. Australijczyk zakończył poprzedni sezon jako wicemistrz świata, przegrywając rywalizację właśnie ze Zmarzlikiem, a w tym roku wygrał drugą rundę w Manchesterze i przez cały sezon utrzymywał się w bezpośrednim kontakcie z czołówką. Trzy punkty straty oznaczają, że musi liczyć nie tylko na własny wynik, lecz także na potknięcie co najmniej jednego z rywali, dlatego jego taktyka w biegach z Lambertem i Zmarzlikiem będzie jednym z ciekawszych wątków wieczoru.
Obsada: Thomsen za Holdera, Pawełczak z dziką kartą
Stawka finałowej rundy różni się od podstawowego składu cyklu. Za kontuzjowanego Australijczyka Chrisa Holdera do Torunia wchodzi Anders Thomsen, zwycięzca rundy w Målilli, co o zamieszaniu wokół obsady pisaliśmy w materiale Thomsen zastąpi Holdera w finale SGP w Toruniu. Dziką kartę gospodarzy otrzymał Maksymilian Pawełczak, który pojedzie z numerem 16, a jego nominację opisywaliśmy w tekście Pawełczak z dziką kartą na finał SGP w Toruniu. Rezerwowymi toru są Antoni Kawczyński i Mikołaj Duchiński.
To nie jest kosmetyka. Thomsen w formie potrafi zabrać punkty każdemu z czołowej trójki, a dzika karta i rezerwowi toru znający Motoarenę na pamięć bywają w finałowych rundach elementem, który rozstrzyga o kolejności w biegu, a przez to o kolejności w klasyfikacji sezonu.
Tło: sezon bez dominatora
Sezon 2026 był w cyklu nietypowy, bo zabrakło w nim zawodnika, który przez kilka rund z rzędu zbierałby po dwadzieścia punktów. Zwycięstwa rozeszły się szeroko, od Kacpra Woryny w otwierającym turnieju w Landshut, przez Leona Madsena w Pradze i Maxa Fricke w Manchesterze, aż po Andersa Thomsena w Målilli. Przy takim rozkładzie tabelę buduje się nie seriami triumfów, lecz unikaniem słabych turniejów, i dokładnie to robili Lambert oraz Zmarzlik.
Ta struktura sezonu tłumaczy też, dlaczego finał jest tak nieprzewidywalny. Żaden z trzech kandydatów nie ma przewagi klasy, która pozwoliłaby mu kontrolować turniej od pierwszego biegu, a każdy z pozostałych uczestników stawki wygrywał w tym roku wyścigi z czołówką. W praktyce oznacza to, że o mistrzostwie świata może zdecydować jeden dobry start z gorszego pola albo jedna błędnie odczytana zmiana stanu toru między seriami.
Co oznacza siódmy tytuł dla polskiego żużla
Zmarzlik ma na koncie sześć tytułów indywidualnego mistrza świata, wywalczonych w latach 2019, 2020, 2022, 2023, 2024 i 2025. Tym dorobkiem zrównał się z Maugerem i Rickardssonem, a w 2025 roku został pierwszym żużlowcem w historii indywidualnych mistrzostw świata z czterema tytułami z rzędu. Siódme złoto zostawiłoby go samego na czele tej listy, i to zdobyte przed polską publicznością, na torze, na którym cykl gościł już wielokrotnie.
Szerszy kontekst też jest korzystny. Polska w tym sezonie oddała cyklowi trzy rundy, we Wrocławiu, Łodzi i Toruniu, a finał Grand Prix trafił na Motoarenę w momencie, gdy krajowa liga kończy rozgrywki. Dla sponsorów i nadawców to najlepszy możliwy zbieg okoliczności: decydujący turniej mistrzostw świata z polskim kandydatem na rekordzistę, rozgrywany w sobotni wieczór w prime time.
Co dalej: kalendarz po Toruniu
Turniej w Toruniu zamyka sezon Grand Prix, ale nie zamyka żużlowego kalendarza. Przed kibicami wciąż rewanżowy finał PGE Ekstraligi, przesunięty na 4 października, do którego toruńska drużyna przystąpi z dużą zaliczką po wygranym pierwszym meczu, o czym pisaliśmy w relacji Toruń rozbija Spartę 55:35 w pierwszym finale PGE Ekstraligi. Dla Motoareny to oznacza dwa najważniejsze wydarzenia sezonu w odstępie ośmiu dni.
Po sobocie ruszy też okres transferowy i układanie składów na 2027 rok, w którym rozkład sił w czołówce cyklu może wyglądać inaczej niż dziś. Jedno jest pewne już teraz: kto w sobotę wieczorem wyjedzie z Torunia ze złotym plastronem, zapisze sezon 2026 jako najciaśniejszy w historii Speedway Grand Prix.
Kibice szukający wskazówek już w trakcie wieczoru powinni patrzeć na dwie rzeczy. Pierwsza to wybory pól startowych w biegach, w których spotykają się kandydaci do złota, bo przy równej stawce sprzętowej start decyduje o wyniku wyścigu częściej niż tempo na dystansie. Druga to zachowanie zewnętrznej części nawierzchni po kilku seriach: jeśli utrzyma się ścigalna druga linia, turniej rozstrzygnie się w walce, jeśli nie, o złoto zagra loteria pierwszego łuku.
FAQ
Kiedy i o której jest finał Speedway Grand Prix 2026 w Toruniu?
Finałowa runda odbywa się w sobotę 26 września 2026 roku na Motoarenie w Toruniu. Blok kwalifikacyjny ze sprintem zaplanowano na 14:00, studio przedmeczowe na 18:30, a pierwszy bieg turnieju zasadniczego na 19:00.
Gdzie oglądać Grand Prix Polski w Toruniu?
Transmisję prowadzi Eurosport 3, a przekaz online dostępny jest w HBO Max oraz w Playerze. Start transmisji pokrywa się ze studiem przedmeczowym o 18:30.
Jak wygląda klasyfikacja przed ostatnią rundą?
Prowadzi Robert Lambert ze 142 punktami, drugi jest Bartosz Zmarzlik ze 141, trzeci Brady Kurtz ze 139. Czwarty zawodnik w tabeli ma już ponad trzydzieści pięć punktów straty do lidera, więc walka o złoto toczy się wyłącznie między tą trójką.
Ile tytułów mistrza świata ma Bartosz Zmarzlik?
Zmarzlik ma sześć tytułów indywidualnego mistrza świata: 2019, 2020, 2022, 2023, 2024 i 2025. Tyle samo wywalczyli Ivan Mauger i Tony Rickardsson, więc siódme złoto w Toruniu byłoby rekordem historii tej klasyfikacji.
Co się stanie, jeśli dwóch zawodników skończy sezon z tym samym dorobkiem?
Regulamin przewiduje w takiej sytuacji dodatkowy bieg o tytuł, rozgrywany po zakończeniu turnieju. Dotąd w historii Speedway Grand Prix taka dogrywka o mistrzostwo świata nie była potrzebna.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis